Niejadek. Moje dziecko nie chce jeść.

Dawno temu, przygotowałam dla Ciebie wpis o niejadkach. Długo nad nim pracowałam, przy jego tworzeniu towarzyszyły mi też spore emocje związane z moją własną córką i dziećmi pewnych znajomych. Z jakiegoś powodu (nie pamiętam) nie podjęłam decyzji o publikacji. Dzisiaj podczas pracy nad nieco innym tematem, w folderze ze szkicami , natrafiłam na poniższy artykuł.  Po kilkukrotnym przeczytaniu doszłam do wniosku, że chętnie się nim podzielę. Celem tego wpisu jest pokazanie, że niejadek nie zawsze jest niejadkiem i to co nam rodzicom wydaje się problemem niekoniecznie musi nim być. Zatem zapraszam do czytania 🙂

Jako mama przedszkolaka i logopeda pracująca głównie z małymi dziećmi, zaczynam wierzyć, że otaczają mnie same niejadki. Ile razy słyszę zatroskane głosy rodziców moich pacjentów, zatroskane głosy dziadków mojej córki… mój głos i głos mojego męża. Co więcej ostatnio usłyszałam zmartwienie w głosie kolegów mojej córki, którzy oznajmili mi, że Iga je za mało.

Czy niejadki faktycznie istnieją?

Kiedy w odwiedzinach u cioci na obiad dostaniesz zupę, drugie danie składające się z porcji ziemniaków, porządnego schabowego, a na koniec ciocia uraczy cię deserem, Twój kuzyn zje wszystko ze smakiem, a ty w połowie schabowego nie podołasz i zwyczajnie odmówisz dalszej konsumpcji, czy oznacza to, że wspomniany kuzyn (umówmy się, że chłop jak dąb) jest w normie, a ty no niestety w normie nie jesteś i należy Cię nazwać niejadkiem? W oczach cioci pewnie coś w tym jest… a w Twoim odczuciu?

Oczywiście piszę z przymrużeniem oka, ale powyższa sytuacja jest analogiczna do sytuacji naszych dzieci. Często mówimy, że dziecko jest niejadkiem bo według nas je za mało, bo syn sąsiadki zajada, aż miło patrzeć, no a nasze ledwo co ruszy. Zastanówmy się czy to my odczuwamy głód i sytość naszego dziecka, czy jesteśmy jego żołądkiem, jego mózgiem, jego zdolnością do samoregulacji?  Nie chcę w tym miejscu pisać o podziale kompetencji, samoregulacji, o zaufaniu do dziecka, bo to temat na inny wpis, ale chcę Ci powiedzieć, że każdy człowiek jest inny, każdy ma inne zapotrzebowanie kaloryczne, czy preferencje smakowe. Dzieci przechodzą przez różne fazy rozwoju, w pierwszym roku życia ich waga zwiększa się mniej więcej trzykrotnie, a w kolejnych latach przyrost jest niewielki, a tym samym zmienia się sposób jedzenia.

Zanim nazwiesz swoje dziecko niejadkiem, zastanów się ile faktycznie dzisiaj zjadło, ile przekąsek, ciasteczek, owoców, ile mleka wypiło, jak wyglądało śniadanie, jak obiad i kolacja. Mam koleżankę, która między posiłkami podtyka swojemu dziecku pod nos jabłuszko, kanapeczkę, batonika itd. a przy obiedzie załamuje ręce, że córka nic nie chce jeść i że ona taka słaba w tym jedzeniu… no litości, gdybym ja zjadła przed obiadem drożdżówkę to w połowie zupy też bym zrezygnowała, jeśli w ogóle do tej zupy bym usiadła.

Kim, zatem jest niejadek?

Trudno znaleźć definicję niejadka bo wszak jest to określenie potoczne. Generalnie za niejadka uznajemy dziecko, które mało je, wybrzydza, je niechętnie, czy miewa zachcianki.

Przyjrzyjmy się kilku kwestią:
  • mało – ale według kogo? Zdrowo rozwijające się dziecko całkiem nieźle radzi sobie z odczytywaniem sygnałów płynących z jego ciała, dość dobrze wie kiedy odczuwa sytość, a kiedy głód (lub nie wie bo  my mu na to nie pozwalamy i stosujemy złe praktyki, które niszczą zdolność samoregulacji, ale o tym będzie w innym wpisie). Po drugie dziecko ma zupełnie inną pojemność żołądka niż osoba dorosła, więc to co dla nas jest malutką porcją może być wystarczającą dla dziecka. Ok w tym miejscu możesz pomyśleć o tym, że przyjaciele Twojego dziecka jedzą więcej… przypomnij sobie początek mojego wpisu 🙂
  • wybrzydza – przeważnie dzieci w wieku ok 2 lat zaczynają wybrzydzać bo jest to naturalny etap ich rozwoju, słyszałaś o zjawisku, które nazywa się neofobia? W różnych źródłach natrafiłam na różne ramy czasowe, jedni badacze mówią o początkach neofobii ok. 12 miesiąca życia, inni ok 24 miesiąca… Generalizując, dzieci w wieku od 2 do 6 lat mogą odczuwać lęk przed jedzeniem, a tym samym odmawiać jedzenia  już na sam jego widok. Dzieci mogą odmówić również spróbowania jedzenia, a wręcz powąchania, czy dotknięcia. Najczęściej dotyczy to produktów mało znanych lub nowych, ale bywa i tak,  że spożywana dotychczas marchewka, nagle stanie się obrzydliwa. Uważa się, że neofobia jest naturalnym etapem rozwoju i ma przejściowy charakter. Czy w takim razie neofobię można bagatelizować? Nie do końca. Należy uważać aby przez złe praktyki nie nasilać i nie utrwalać tego zjawiska, a jeżeli przybiera skrajne formy należy jak najszybciej skonsultować się ze specjalistą. W tym miejscu – pamiętaj nie zmuszaj, nie nagradzaj, nie stosuj kar. Wspieraj, proponuj, pokazuj, oswajaj. (O oswajaniu możesz przeczytać TUTAJ.)
  • je niechętnie – ale kiedy je niechętnie i co się wówczas dzieje? Je niechętnie bo właśnie świetnie się bawi. Je niechętnie bo jest zmęczone. Je niechętnie bo jest pobudzone i woli biegać niż siedzieć przy stole. To mały człowiek, wulkan energii i emocji to, że siedzenie przy stole i jedzenie może być mało atrakcyjne jest normalne. A jeśli my w odpowiedzi na to biegamy za dzieckiem z kurczakiem nabitym na widelec, puszczamy bajkę, dajemy telefon, albo zabawiamy zabawkami, to dziecko je jeszcze mniej chętnie, bo na logikę po co siedzieć przy stole i jeść jeśli można biegać, skakać, oglądać, a rodzic i tak jakoś nakarmi. Pamiętaj to ty decydujesz o tym gdzie i kiedy je dziecko, ono decyduje o tym czy i ile zje.
  • miewa zachcianki – jak każdy 🙂 ale wiesz przecież, że dzieci to genialni testerzy. Na każdym kroku, sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić. Czasami faktycznie nie mają ochoty na kanapkę i ok, ale czasami zwyczajnie kombinują, testują, patrzą na naszą reakcję i badają granice. I znowu – pamiętaj o tym, że to TY decydujesz o tym co je dziecko (Oczywiście w bezpiecznych granicach, nie serwuj maluchowi rzeczy których totalnie nie akceptuje, na talerzu zawsze musi się znaleźć coś co dziecko zna. Obok możesz położyć jakąś nowość, aby dziecko mogło się oswoić, ale bez naciskania na spróbowanie bo to DZIECKO decyduje czy i ile zje).

Być może właśnie w tej chwili dochodzisz do wniosku, że Twoje dziecko to żaden niejadek, a po prostu zwykły maluch? Jeśli rozwiałam Twoje obawy to świetnie, dokładnie o to mi chodziło 🙂

Co chciałabym Ci powiedzieć w tym miejscu?

Po pierwsze: zachowaj spokój.

Po drugie: przyjrzyj się uważnie temu jak Twoje dziecko je.

Po trzecie: pamiętaj, że dziecko jak każdy człowiek ma prawo do gorszych i lepszych dni.

A może rzeczywiście masz problem?

Być może faktycznie jesteś rodzicem dziecka które ma realny problem? Bo poza tym wszystkim co napisałam powyżej, oczywiste jest, że problem niejedzenia istnieje naprawdę. Przecież w swojej praktyce na co dzień spotykam się z dziećmi u których karmienie to prawdziwe wyzwanie, które jedzą przysłowiową bułkę z masłem i nic więcej. Bardzo często spotykam też zupełnie zdrowe dzieci wobec, których otoczenie ma po prostu wygórowane oczekiwania i czasami wystarczy „wrzucić na luz” i wprowadzić drobne zmiany.

Co z dziećmi które rzeczywiście są selektywne, odczuwają lęk przed jedzeniem, ilości które przyjmują nie pozwalają im przybrać na wadze, a wręcz prowadzą do jej utraty? To dzieci które potrzebują poszerzonej diagnostyki, które wymagają określenia problemu i specjalistycznej opieki. Nie sądzę aby jakikolwiek artykuł był w stanie pomóc, najpierw trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie o przyczynę.

Kilka uwag na zakończenie 🙂

Im więcej emocji towarzyszy jedzeniu tym więcej negatywnych skutków to przynosi. Jeżeli bardzo się martwisz i nie wiesz jak postępować, to zawsze możesz poszukać specjalisty i po prostu skonsultować swoje obawy, czasami lepiej dmuchać na zimne. Pamiętaj, my rodzice najlepiej znamy nasze dzieci i mamy super intuicję 🙂

I jeszcze jedna sprawa. Czy w ogóle powinniśmy używać słowa niejadek? W moim odczuciu nie, wolałabym mówić o dzieciach które mają swoje predyspozycje jedzeniowe, o takich które w tym jedzeniu są bardzo otwarte i o takich które jedzenie traktują z mniejszą euforią. Niejadek mimo wszystko stygmatyzuje, no ale dla celów roboczych, chyba nie pozostaje nam nic innego 😉

Dagmara Jakubczyk-Szwarc - neurologopedka, terapeutka wczesnej interwencji logopedycznej, certyfikowana terapeutka Castillo Morales, terapeutka metody miofunkcjonalnej.
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *